poniedziałek, 22 listopada 2010

Wyznanie Szamanki


Szamanizm, podobnie jak parę innych mistyczno duchowych ścieżek, stał się ostatnio dość popularny, żeby nie powiedzieć modny. Coraz więcej jest między nami szamanów, wielu nawet ma na potwierdzenie stosowny dokument uzyskany na kursach czy warsztatach szamańskich.

Mało kto jednak odróżnia Szamanizm od Neoszamanizmu, tym bardziej, ze być neoszamanem to jakiś wstyd, a być szamanem to prestiż i pokarm dla ego.

Tymczasem szamanem może być tylko osoba powołana czy jak niektórzy mówią, inicjowana przez duchy. Niestety obecnie to szamańskie powołanie przez duchy odbywa się najczęściej za kasę i na warsztatach neoszamńkich, czyli w praktyce: zaliczasz szałas potów, bębnisz na bębnie, czasem nawet uda ci się zobaczyć ducha i to jest inicjacja szamańska.

Tak naprawdę jest to zarabianie na neoszamanizmie i tym co się pożycza od różnych kultur a nawet epok, bo takie np germańskie seid też były w zasadzie szamankami. Ja to tak widzę.

Obecnie w Europie poza Syberią raczej trudno o szamanów z prawdziwego zdarzenia, nawet tych powołanych przez duchy. Niestety. Ta linia przekazu jest już dawno przerwana. Szybciej wiec znajdziemy u nas wiedźmę czy znachora, ale z szamanem to już gorzej.

W niektórych plemionach najczęściej szamanizm przekazywany był w obrębie rodziny. Duchy miały wskazywać kolejnego szamana i lepiej było to powołanie przyjąć bo inaczej zagniewane duchy uprzykrzały życie w sposób straszny. Który z członków rodziny szamanem zostawał to juz właśnie duchy wyznaczały. Nie od dziś wiadomo, ze mogła to byc nawet osoba najniższa w hierarchii plemienia ale np rażona piorunem. Jak przeżyła, to dla niektórych było jasnym, ze powołana. To już było zresztą zależne od danej kultury. Najczęściej było to w obrębie rodziny szamana lub kasty szamańskiej, ale nie było to regułą. W końcu w szamanizmie mamy do czynienia z duchami przodków, wiec i zwykle kogoś z rodziny te duchy wybierały.

Dziś wygląda to podobnie, a dzieci z najbliższej rodziny szamana uczą się od niego. I któreś z nich naznaczone przez duchy zostaje jego następcą.

Ja, przyznam bez bicia jeszcze niedawno pojmowałam szamanizm bardzo współcześnie. Chwytałam różne książki o szamanizmie. Czytałam o tym, i chciało mi się być Szamanką.

Kiedy jednak trafiłam na mojego aktualnego nauczyciela i przewodnika okazało się, ze musiałam zapomnieć o wszystkim czego się z książek i neta nauczyłam. Nie dostałam inicjacji szamańskiej w stylu warsztatowym, a to co się w ciągu roku nauczyłam znalazłam w lesie, w górach i w sobie. Mój nauczyciel tylko pokazał mi jak nawiązać kontakt, jak widzieć i słyszeć. I jak się uczyć dalej. I jest obok by wciąż wskazywać kierunki. Patrząc z szamańskiego punktu widzenia, śmiało mogę powiedzieć, ze zesłały mi go duchy.

Czy jestem dziś szamanką?

Na pewno nie w znaczeniu klasycznym, jako duchowy przewodnik plemienia, bo i plemienia nie mam i w płaszczu z ptasich piór nie chodzę. chociaż... Plemię jednak jakieś jest, tworzy się. Ludzie, często będący obok są dla mnie moim plemieniem, któremu staram się pomagać i wskazywać drogę. Mimo to w dzisiejszych czasach i dzisiejszych warunkach życia, nie jest to plemię w klasycznym tego słowa znaczeniu. Nie mniej jest.

Poza tym teraz świat wokół stał się barwniejszy, pełniejszy i bardziej tłoczny. A przy tym pełen spokoju.

Korzystam czasem z pewnych typowo szamańskich akcesoriów, jak choćby bęben. Sprawia mi przyjemność granie na nim, a i doświadczam wtedy czegoś pięknego. Takich rzeczy jest wiele.

Czy miałam inicjację szamańską? Zakładając, że w pewnej mierze polega ona na śmierci czegoś w sobie i stworzeniu czegoś nowego, to tak, miałam inicjacje szamańską. I nawet przy tym jakiś duch by się znalazł. Dla mnie ważne, ze umarła we mnie stara osobowość, narodziła sie nowa. Wciąż jeszcze ją tworzę, ale proces już został zapoczątkowany.

Tak naprawdę nie jest to ważne. To są tylko nazwy. Ta akurat - Ja Szamanka - brzmi miło dla ucha i lepiej się kojarzy, niż Europejskie Wiedźmy. Ale to w sumie wciąż jednie nazwa.

Dla mnie ważne jest, że znalazłam spokój i ciszę, wewnętrzną równowagę. Pozbyłam się tych zbędnych rzeczy w sobie i wokół siebie, pewnych jeszcze się pozbywam, inne już tworzę. Mam też lepszy kontakt ze sobą i otaczającym światem, przyrodą i naturą, którą czuje teraz pełniej i rozumniej niż kiedyś. Mogę też pomagać i służyć radą i pomocą innym, jeśli tylko tego chcą. Czasem leczę, czasem po prostu wysłucham. I plemię się stopniowo powiększa.

I wciąż się uczę świata i siebie.

I tego może doświadczyć każdy. Bo choć nie każdy zostanie powołany przez duchy, to jednak może wiele zmienić w sobie i wokół siebie, a jeśli to zrobi, może pomagać innym.

Pozdrawiam

2 komentarze:

  1. Szczęściem dla człowieka jest kiedy podąża własną drogą po właściwej ścieżce, życzę Ci wszystkiego najlepszego na Twojej drodze :) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. http://mysli-dla-myslacych.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń