czwartek, 26 maja 2016

O marzeniach słów kilka

Jest takie powiedzenie: "Uważajmy na marzenia, bo przy odrobinie pecha mogą się spełnić". Kilka razy w życiu doświadczyłam tego pecha, dlatego dziś ostrożniej podchodzę do wysyłania w eter próśb i życzeń o spełnienie marzeń, pragnień i zachcianek. Niech rzeczy po prostu dzieją się i już 
Rzecz jasna nie chodzi tu o to by z marzeń rezygnować. Niech one w nas będą, rozkwitają, niech nas motywują do pracy i działania, abyśmy mogli je realizować. Przemyślanie i dobrze rozplanowane w czasie i przestrzeni. W przeciwnym razie może się okazać, że się spełnią nie tak, jakbyśmy sobie życzyli.

Ważne też, by kreując własne marzenia, nie zapominać o tym, ze życie składa się z wielu innych elementów, równie ważnych, jeśli czasem nie ważniejszych.
I jeszcze o marzeniach na wesoło, z książki Terrego Pratchetta "Pasterska korona", gdzie kwintesencją jest przypis 
"Wiele nas łączyło, kiedy oboje byliśmy młodzi. Ale ona chciała zostać najlepszą ze wszystkich czarownic, a ja miałem nadzieję, ze pewnego dnia będę nadrektorem. Niestety nasze marzanie się spełniły.*

* Co dowodzi, ze marzenia, które się spełniają, nie zawsze są tymi właściwymi marzeniami. Czy noszenie szklanego pantofelka prowadzi do wygodnego życia? Jeśli wszystko, czego człowiek dotyka, zmienia się w słodką piankę, czy rzeczy nie staną się trochę... lepkie?"

środa, 25 maja 2016

Co w książkach anielskich piszczy.

Karta z talii Świetlista siła aniołów
Dziś słów kilka o treściach zawartych w popularnych książkach o tematyce anielskiej. A jest ich na rynku bardzo dużo. Niektórzy autorzy są nawet nadpłodni w tworzeniu książek i kart o skrzydlatych posłannikach.
Rynek sprzedaży rządzi się jednak pewnymi prawami i czytelnik nie lubi powtarzania się, toteż autorzy prześcigają się w wymyślaniu lub modyfikowaniu coraz to innych teorii, prawd, "faktów" dotyczących anielskiego świata.
Przykładem może być  teoria siedmiu boskich promieni.
Spotkaliście się z tą teorią, opisaną w książce Jeanne Ruland "Świetlista siła aniołów"?
Sama mam wiele dystansu, by nie powiedzieć zastrzeżeń do „rewelacji” opisywanych w tej i podobnych publikacjach o nawiązywaniu kontaktów z aniołami, lub dodawanych do kart anielskich.
Dlaczego jestem taka krytyczna?  Podam na przykładach, które już przytaczałam kilka razy na różnych forach.

czwartek, 7 stycznia 2016

Stara Wiara

Staje się moi drodzy! Jesteśmy coraz bliżej!
Teraz tylko od Was zależy, czy ten rok będzie rokiem, kiedy Stara Wiara stanie się oficjalnie związkiem wyznaniowym. 
W październiku 2015 roku, w obecności notariusza zostały złożone pierwsze podpisy, czyli pierwsze kroki zbliżające nas do zalegalizowania w Polsce wiary w Asów i Wanów.
Po formalnościach notarialnych był czas na obrady. Padło wiele interesujących propozycji i pomysłów na rozwój związku. Zarówno tych długoterminowych jak i tych, którymi warto zająć się już dziś. Pełni entuzjazmu bierzemy się już do dzieła!
A teraz Twoja kolej na podpisanie wniosku! To konieczne by dokończyć rejestracji naszego związku.
Napisz do nas koniecznie na adres mailowy: info.zwsg@gmail.com
Otrzymasz stosowne dokumenty oraz wszelkie informacje i instrukcje.

Warto poczytać też poniżej :)

https://www.facebook.com/Asatru.Polska/photos/a.10152904900157055.1073741827.266447147054/10153234135177055/?type=3&theater

piątek, 25 grudnia 2015

Reiki a postrzeganie pozazmysłowe


Dziś chciałabym poruszyć pewną kwestię dotyczącą przyjęcia dostrojenia Reiki a otwarciem się na postrzeganie pozazmysłowe.
O metodzie uzdrawiania, jaką jest Reiki, pisałam już nie jeden raz. Dla przypomnienia, można zajrzeć TUTAJ.
Praktykując Reiki, często zyskujemy nie tylko na poprawie zdrowia i urody, ale też mamy większy wgląd w siebie samych. A to za sprawą stosowania w życiu pięciu reguł Reiki, medytacjom, którym ta metoda bardzo sprzyja, a także większemu otwarciu się na tzw postrzeganie pozazmysłowe.
Nie jest jednak regułą, że każdy kto praktykuje Reiki stanie się tzw osobą widzącą. Niestety w środowisku praktyków Reiki często pokutuje taki mit, że każdy kto ma Reiki staje się automatycznie osobą jasnowidzącą, jasnosłyszącą, itd, itp.
Niestety, a może na szczęście tak nie jest. Dostrojenia, czy jak wolą niektórzy, inicjacje do kolejnych stopni Reiki, nie otwierają automatycznie widzenia tego, co zwykle niewidzialne. Nie znaczy to, że tak się stać nie może, nie mniej sama inicjacja Reiki nie powoduje otworzenia "trzeciego oka".

środa, 11 listopada 2015

Przyjdź do mnie ze swoją dzikością

„Biegnąca z wilkami" C. P. Estes to jedna z moich ulubionych książek dla kobiet. Sądzę nawet, że każda z nas, kobiet siebie świadomych, powinna to przeczytać. Ale...
Oczywiście warto zagłębiać się w siebie, poznawać swoje jasne i ciemne strony, poznawać i przełamywać lęki i słabości. Ale na Tao Nienazwane nie po to by czekać niczym królewna w wieży na faceta, który pokona smoki i zasłuży sobie na naszą książęcą rączkę. Bo może się okazać, ze nasz Wilk pokona całe stado smoków, ale nie zauważy Wadery w nas, bo… Jej tam nie będzie. Zamiast tego znajdzie w tej baśniowej wieży zbuntowanego i zdziczałego Kopciuszka, który może i jest świadomy swej kobiecości, ale bardziej dla innych kobiet, z którymi chętniej zatańczy w jakimś księżycowym kręgu, niż stanie się uzupełnieniem Wilka. Taka kobieta waderą wilczego stada nie będzie.
Tymczasem wciąż potykam się o teksty w stylu: mężczyzna musi nas… Tu podstawia się rozumienia, podziwy, szacunki i inne przywileje królowych ula. Ale ciężko znaleźć co musi Kobieta by zasłużyć na swego Dzikiego Mężczyznę, Wilka, Basiora. Mamy wymagania od mężczyzn, ale czego wymagamy od siebie dla nich?
Dlaczego wymagamy, aby Oni się domyślili, rozumieli, odkrywali, ale nie chcemy też poznać ich Dzikiej Natury? Czy naprawdę musimy się dąsać w dniu urodzin, na jego niepamięć zamiast dzień wcześniej przypomnieć mu o tym dniu?
Może, gdy już dzikie kobiety są tak wsłuchane w siebie, czas by wsłuchały się w swoich mężczyzn i ich  męski świat? Zamiast oczekiwać zrozumienia, spróbować zrozumieć tę drugą część Tao?
Ostatnio odkrywam ten dziwny, ale jakże podobnie dziki świat. Świat ról, gdzie wilk i wilczyca stanowią jednolitą podstawę stadnego Tao. Gdzie każdy ma własne role i własną dzikość, ale razem stają się uzupełnieniem. I to odkrywanie jest Dziką Przygodą. Bieganiem z Wilkiem.

piątek, 13 marca 2015

GOTOWOŚĆ DO LOTU

"Jeśli nie czujesz się godny by wyrosły Ci skrzydła, nigdy nie oderwiesz się od ziemi."
"Upadnij siedem razy, wstań osiem!" [Nick Vujicic – Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń!]
Chyba każdy zna autora tych słów. Człowiek, bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń, który żyje pełnią życia. Pokazuje innym, że chcieć to móc.
A my?
Czy żyjemy zgodnie z rytmem własnej duszy i własnych marzeń.
Przyznaję, ja wciąż jeszcze nie w pełni, choć dużo bliżej niż kiedyś.
Czy nasze ograniczenia są faktycznie przeszkodami nie do pokonania? A może są tylko wymówką, albo co gorsze lękiem przed porażką, lenistwem, niewiarą w siebie?
Zastanówmy się ile razy zrezygnowaliśmy z jakiś działań, które spełniłyby choć cześć marzeń, ponieważ był nie ten czas, nie było pieniędzy, nie było się gotowym. Ile razy w ostatnim roku odkładaliśmy coś wzorem Scarlet Ohary na potem i ze słowami "Jutro o tym pomyślę". Ile razy uzależnialiśmy coś od jakiegoś "JAK"? "Jak zarobię dość pieniędzy, Jak znajdę samodzielne mieszkanie, jak znajdę inną pracę, jak uporam się ze sprzątaniem, jak będzie czas, jak będzie lato, jak tylko dostanę urlop... I inne jaki, gdyby etc.
Podobają Wam się zdjęcia poniżej?
Zrobili je niewidomi fotografowie, Glennis Siverson i Bruce Hall.
Czy naprawdę nasze przeszkody są nie do pokonania?
Szepcząca


Autor Glennis Siverson

Autor: Bruce Hall

Autor Glennis Siverson

niedziela, 15 lutego 2015

Głową muru nie przebije

Ostatnio sporo się słyszy tu i ówdzie o blokowaniu osób, nazwijmy je, toksycznych, w swoim otoczeniu. I metod magiczno psychicznych jest wiele. Niektóre mniej inne bardziej skuteczne, warto wybrać coś dla siebie.
U mnie sprawdza się mur.
Zaczęło się niedawno od kogoś, kto w zasadzie bez wyraźnych powodów i przyczyn stał się zbyt obecny w moim życiu. W sumie nawet nie nazwałabym tej osoby toksyczną, bo to dobra i miła osoba, ale coś nam nie zgrało w czasoprzestrzeni. Nie zgrało na tyle, że jej wszechobecność stała się dla mnie drażniąca, irytująca, by nie dodać bardziej dosadnych słów. Było to na tyle męczące przede wszystkim dla mnie, że postanowiłam coś z tym zrobić. I za radą moich bliskich, zbudowałam mur. Mur ma za zadanie odgradzać od konkretnej osoby a nie od całego świata. Powinien też być bariera przede wszystkim mentalną, bo sama wizualizacja ściany między nami a dana osobą, nic nie da. Ale bardzo pomaga. Wizualizacja wznoszenia muru, lub ściany, solidnej, z kamienia lub mocnych cegieł, z jednoczesną pełną świadomością zrywania mentalnych, emocjonalnych i energetycznych więzi z daną osobą, pomaga oddzielić się od takiej osoby. I to w zasadzie cała filozofia budowania muru mentalnego. Trzeba jednak pamiętać, ze taka bariera nieco inaczej wygląda miedzy nami a kimś z kim stykamy się rzadko, albo tylko wirtualnie, a inaczej, gdy dotyczy to kogoś z rodziny lub znajomych, gdzie kontakty praktycznie są wymuszone codziennie (np. w pracy). Wtedy jest trochę trudniej, co nie znaczy, że się nie da.
PO prostu trzeba mur zbudować solidniejszy i co więcej przed każdym spotkaniem z daną osobą nieco go wyremontować i wzmocnić dobrą zaprawą. Taki mur mentalny ma na celu nie tylko odgrodzenie tej osoby od nas, ale nas od tej osoby. Bo zbyt często nasze własne lęki, słabości i stare wzorce, sprawiają, że czyjaś złośliwość, krytyczna uwaga, drażniący nas sposób bycia, ranią nas głęboko. A w skrajnych przypadkach zatruwają nam życie do granic wytrzymałości.
I tu ważna też jest nasza postawa i nasze działanie.
Zbudowaliśmy mur między nami, a osobą toksyczną. Teraz czas na przepracowanie własnych lęków i słabości. Warto zadać sobie pytanie, co takiego sprawia, że słowa, zachowanie, czy sama obecność tej konkretnej osoby, sprawia, że czujemy się źle. Dlaczego podobne słowa w innych ustach potraktujemy, jak np. życzliwą radę, albo puścimy mimo uszu. A z ust tej jednej osoby pozwalamy się zatruwać.
Tu może się okazać, że osoba jest naszym lustrem, które ujawniło nam boleśnie coś, co wypieraliśmy cały czas. Albo jest kimś,  w rodzaju małego kamyczka, który doprowadzi do lawiny dużych zmian. Bo odgrodzenie się murem to początek. To chwila na złapanie oddechu i odtrucie siebie. Dlatego ważne by to był mur mentalny, a nie tylko wizualizacyjny.
Następny krok, to odszukanie własnych lęków, wzorców i przepracowanie ich. Czyli trzeba sobie uświadomić własne słabości, spojrzeć w oczy poczuciu własnej wartości, które niestety ale zbyt często jest zaniżone, zbudować nowe wzorce i… Zwyczajnie mieć w nosie co inni mówią, a tym bardziej co myślą. Nie trzeba być aroganckim, więcej zyska się życzliwością i uśmiechem. Na złośliwość odpowiedzieć podziękowaniem za dobrą radę. I robić swoje, jak dyktuje sumienie, serce czy dusza. Wzmocnić mentalny mur i nie bać się. 

[Szepcząca]

środa, 10 grudnia 2014

Baśń o pierwszym promieniu Słońca i blasku Gwiazdy



[ Tę baśń dedykuję mojej przyjaciółce Agnieszce Sobel, która nie pierwszy raz mnie inspiruje twórczo. Tym razem opowieść zrodziła się za sprawą naszyjnika, który wykonała Agnieszka, a w którym jak zawsze, w jej pracach,  zaklęta  jest magia. Naszyjnik za zgodą Agi niech stanie się ilustracją do poniższej baśni.
A inne prace Agi można naleźć także tutaj: http://sopelka-art.blogspot.com/]

Dawno, dawno temu, w czasach, gdy ludzie byli jeszcze częścią przyrody i nie mienili się jej władcami, a lasy i góry pełne były roślin i zwierząt, na dalekiej Północy większą część roku władzę sprawowały dwa potężne Duchy. Czarnoskrzydła Idja władała nocą, a jej małżonek Dalvi okrywał zimnem i śniegiem ziemię by spokojnie spała. Oboje byli  surowi, czasem gwałtowni, ale sprawiedliwi i przestrzegali Prawa ustanowionego przez Wielkiego Ducha u zarania dziejów. Kochali się też bardzo, a z tej miłości zrodziła im się córka, podobna do gwiazdy, i takie też nadali jej imię – Nasti, co w ich języku znaczyło właśnie gwiazdę.
Nasti dorastała pod czułą opieką rodziców oraz poddanych im duchom natury. Była też bardzo ciekawa świata, w którym żyła, toteż czas spędzała głównie na leśnych gonitwach i spacerach, albo na zdmuchiwaniu śniegu z górskich szczytów. Wyszukiwała zielone gałązki pod białym puchem i zanosiła je leśnym zwierzętom. Sprawdzała niedźwiedzie gawry czy aby spokoju śpiącym nikt nie zakłóca. Bawiła się z duchami rzek i strumieni, które odpoczywały zatrzymane lodem na zimę. A w najgorsze mrozy ocieplała suchymi kępami traw i liści zostałych z jesieni ptasie gniazda.

wtorek, 18 listopada 2014

Yaquitti

"Kobieta przy kawie" Barbara Skupniewicz
- Znowu zawiodłam wszystkich, nie spełniłam ich oczekiwań. No ale przecież nie jestem aniołem. –Westchnęła dziewczyna o smutnych oczach.
- Czy to jest takie istotne czy masz skrzydła czy nie? – Spytała Yaquitti, stawiając przed dziewczyną kubek z kawą. - Istotne jest, co ty sama o sobie myślisz. Poczuj swoją wyjątkowość.
- Nie jestem wyjątkowa, chyba, że wyjątkowość to przegrane życie, samotność i niezaradność. Mieszkam z córką u rodziców, od 3 miesięcy szukam pracy. Jestem nikim. – Upierała się.
Szamanka przesunęła w stronę gościa pudełko czekoladek.

piątek, 14 listopada 2014

Listopadowe impresje

Las. Strumień. Ciepły wiatr nie pozwala wychwycić zapachu mrozu. Modrzew nieśpiesznie rozbiera się ze swych igieł.
Dotykam skraju światów. Ziemia wciąż nie zasypia snem zimowym. Kręci się niespokojna. Herbata z melisy to wciąż mało, by usnąć. A Kruki nade mną dyskutują o zamysłach bogów.



środa, 29 października 2014

KOCHANIE z serii Ja Szamanka



Rozkładasz skrzydła
pełne nieba
tworząc dach mistycznej
przestrzeni
naszego domu.

Ja Szamanka klękam
- składam życie
na ostrze twego miecza

Zaciągania się tobą
jak narkotycznym
oddechem ziół.
I stajesz się
powietrzem,

Czerń skrzydeł
przydaje wszystkich
kolorów życia .

Ja Szamanka - milknę.
W twoich dłoniach zaklęta.

Spojrzenia zatrzymują czas.
Jest Kosmos i
w nas Jedność.

poniedziałek, 27 października 2014

BAŚŃ O MYŚLIWYM W NIEDŹWIEDZIM FUTRZE

W czasach gdy świątynnymi kopułami były korony drzew, a ołtarzami ofiarnymi kamienne głazy, kraj na skraju puszczy zamieszkiwał lud, nazywający siebie Ukrytym, gdyż w cieniu wielkich drzew swe osiedla zakładał.
Z ludu tego wywodzili się silni wojownicy, potężni książęta, a także mądrzy kapłani. Bardowie snuli o nich piękne pieśni, które usłyszeć można było wieczorami przy ogniu.
W tym czasie, w jednym z większych grodów tego Księstwa Ukrytego Ludu, władzę po ojcu przejął najmłodszy z jego synów, zwany Erinem. Nie był on wielkim wojownikiem, ani mędrcem ale sprytu mu nie brakowało. Toteż podstępem pozbył się swoich starszych braci, a siostry wydał za mąż za zwykłych rzemieślników, którzy nie mieli ambicji do władania grodem. W ten właśnie sposób został niepodzielnym władcą grodu. Wkrótce pojął też za żonę piękną Kiannę z klanu Niedźwiedzia. Pannę o jasnym obliczu i włosach w kolorze miodu.
Bogowie jednak odmówili podstępnemu władcy przychylności i mimo, iż lata upływały, Kianna nie dała Erinowi dzieci. Nikt nie umiał zaradzić w jego kłopocie.

wtorek, 14 października 2014

To i owo o zwierzętach mocy

W animistycznej, a co za tym idzie, szamańskiej wizji świata, wszystko jest żywe i nasączone duchem. Posiada duszę. Istnieje i jest realne, jak namacalny fizyczny świat. Szamani są osobami, które przemieszczają się między tymi światami, dotykają subtelnych wymiarów, są łącznikami między nami, a Duchami i Istotami Duchowymi. A w swej wędrówce często korzystają z pomocy opiekunów i przewodników z subtelnych światów. Andrzej Szyjewski w książce „Szamanizm” określa to mianem „Płotu Duchów” szamana. Nie należy tego mylić z pojęciem totemu, choć ostatnio często te pojęcia są używane zamiennie. Jednak totem jest Duchem (Duchami) związanymi z rodem lub plemieniem i ściśle wiąże się z totemizmem, czyli mistycznym związkiem człowieka i zwierzęcia, gdzie często wyprowadza się ród (klan, plemię) od zwierzęcego przodka. Z totemizmu i animizmu zresztą, pojawiło się w etnografii pojęcie zwierzęcia mocy. Wszystko wskazuje na to, że po raz pierwszy wprowadził je w użycie Michael Harner, w 1980 roku, w swojej książce „Droga szamana”. Tam też zawarł dokładny opis poznania swego zwierzęcia mocy, co jednak nie do końca jest spójne z doświadczeniami wizyjnymi wielu szamanów. Nie mniej każdy ma własne doświadczenia, a Harner upowszechnił wiele technik szamańskich szerszemu gronu. Szamanizmem to nie jest, natomiast można z tego korzystać dla własnych celów i dla własnego rozwoju. Jednakże w tradycjach szamańskich całego świata praktyki i doświadczenia związane z Duchem Zwierzęcia są dość częste i powszechne. Curanderos Ameryki Południowej twierdzą, że potrafią przybierać postać zwierzęcia, lub, że widzą i słyszą jego zmysłami. W tradycjach animistycznych Indian Ameryki Północnej Duchy Zwierząt odgrywały bardzo ważną rolę, będąc nie tylko symbolami, znakami, ale też braćmi i przewodnikami, zwłaszcza osób pełniących funkcje szamańskie. W Eurazji oraz w Australii, także spotyka się praktyki i kulty związane ze zwierzęcymi duchami. Echa tego można odnaleźć zarówno w tradycyjnych kultach zwierząt, w totemizmie, jak i w mitologiach, gdzie bogowie objawiali się pod postaciami zwierząt, lub z głowami tych ostatnich. Bogate zdobnictwo, malowidła, mitologie, potwierdzają nam, jak olbrzymią rolę odgrywały zwierzęta tak w sacrum, jak i profanum życia codziennego ludzi. Kult zwierząt odzwierciedlał się też w oddawaniu im zarówno boskiej czci, jak i składaniu z nich lub dla nich ofiar. Były i są też zwierzęta przedmiotem tabu, toteż mamy zakaz spożywania mięsa niektórych z nich, lub zabijania ich. Wracając jednak do pojęcia zwierzęcia mocy, to trzeba zauważyć, że duchy zwierzęce w pracy szamanów, uzdrowicieli, wiedźm i czarowników, pojawiają się bardzo często. Zwykle pełnią one kilka funkcji. Są duchami opiekuńczymi (niczym anioły stróże), przewodnikami w podróżach po różnych światach, nauczycielami. Czasem pełnią rolę naszych drogowskazów, gdy pojawiają się w snach i wizjach, czasem są naszym językiem symboli i wewnętrznych kodów z naszą jaźnią. Michael Harner przeniósł też na grunt neoszamanizmu i ruchów new age, ideę tego, że każdy człowiek posiada swoje zwierzę mocy, zaś utrata tego zwierzęcia wiąże się z zapadaniem na poważne choroby, a nawet śmierć. Widać tu nawiązanie do szamańskiej wizji uzdrawiania, gdzie szaman w transach (podróżach szamańskich) musi wędrować czasem bardzo daleko, by odzyskać duszę pacjenta porwaną przez złego ducha. Jednak byłabym daleka od generalizowania, tego, gdyż kultury animistyczne mimo wielu spójnych elementów i podobnych praktyk szamańskich, są mimo wszystko bardzo różnorodne pod względem wierzeń i rytuałów, boskich panteonów, tradycji. Dlatego właśnie, osobiście uważam, że Duchy, nazywane zwierzęciem mocy, pełnią rolę pomocników, opiekunów lub przewodników i nauczycieli, stanowiąc stały lub czasowy element płotu duchów szamana, niż cząstkę samej duszy, której utrata prowadzi do choroby lub śmierci. Doświadczenia szamańskie pokazują też, swoisty, mistyczny związek takiego ducha z człowiekiem. Dość dokładnie opisuje to P. Vitebsky w książce „Szaman”. W wielu szamańskich tradycjach już podczas procesów inicjacyjnych szamana, nawiązują oni kontakt z duchem zwierzęcia. Zwykle jest to dość brutalne zespolenie, gdyż zwierzę odgryza jakąś część ciała szamana lub nawet zagryza (zabija) go. To symboliczne zespolenie człowieka ze zwierzęciem, czasem łączące się z symboliką śmierci szamańskiej. Niektóre osoby odczuwają to silnie na poziomie psychofizycznym, więc takie zespolenie bywa bardzo nieprzyjemne w doznaniach. Duchy zwierząt pojawiają się jednak nie tylko w trakcie inicjacji, ale też w późniejszym czasie. Bywa, że jedne przychodzą, inne odchodzą, tu wiele zależy od tego z czym pracuje w danym momencie szaman, lub nad czym Duchy chcą by pracował. Może to dotyczyć tak jego osoby, jak i plemienia lub poszczególnych członków społeczności. Zwierzę mocy, wspomaga też szamana w jego pracy duchowej, uzdrowicielskiej i magicznej. Czasem korzysta on z pomocy wybranego zwierzęcia, czasem wspomaga się całym płotem duchów. To już indywidualny wybór lub konieczność. Takie duchy pełnią też funkcje opiekuńcze i ochronne, bo w podróżach wizyjnych i transowych szaman narażany bywa na wiele niebezpieczeństw ze strony innych duchów. W takich wypadkach duchowi pomocnicy czasem chronią go, czasem prowadzą, czasem są jego oczami w ciemnościach, lub skrzydłami w przestworzach. W praktyce spotkanie swojego zwierzęcego opiekuna, to także proces. Zanim nastąpi zespolenie i nawiązanie mistycznej więzi z szamanem, zwierzę może się pojawiać już w snach, niosąc jakieś przesłanie, w wizjach, transach, a także w realu. To ostatnie objawia się głównie swoistym „wpadaniem” na takie zwierzę. Można je widzieć częściej niż inne w naturalnym środowisku, znajdować jego ślady (np. tropy w ziemi, albo pióra, jeśli dotyczy to ptaka). W dobie elektroniki także „napataczanie” się na wizerunki zwierzęcia w formie zdjęć, filmów, wizerunków, publikacji, itd., może wskazywać na fakt, ze jakiś zwierzęcy Duch, chce nawiązać kontakt, lub przysyłają go inne Duchy. Ten proces objawia się na planie duchowym ale i na planie fizycznym, niesie ze sobą bardzo radykalne, czasem nawet gwałtowne, zmiany we wszystkich sferach życia szamana. Bywa i tak, że jedno zwierzę pojawia się podczas inicjacji szamańskiej, a odchodzi po jej zakończeniu, czym niejako sygnalizuje gotowość szamana do rozpoczęcia wypełniania swej roli. Natomiast w płocie duchów szamana pozostają inni pomocnicy, w tym także duchy zwierząt. Dla szamana praca z takim zwierzęciem to też element swoistej wymiany energii. Zapewne wiele osób słyszało lub nawet widziało rytualne tańce szamańskie, gdzie często ubrany w skórę zwierzęcia szaman, tańczy w rytm bębna, naśladując zarówno ruchy, jak i dźwięki zwierzęcia. W praktyce czasem „wpuszcza” takiego ducha w swoje ciało, by ten za jego pośrednictwem doświadczył fizyczności (takie wpuszczania ducha w ciało dotyczy wielu praktyk szamańskich i jest stosowane w różnych tradycjach animistycznych, nie tylko w stosunku do duchów zwierząt; przykładem są np. tańce VooDoo gdzie tancerze wpuszczają w siebie Loa). Często też karmi takie zwierzę, składa mu ofiary lub w inny sposób odwdzięcza się za pomoc i opiekę. Wiele tu też zależy od tego, z jakim zwierzęciem się pracuje. Warto jednak pamiętać, że nie każde powtarzające się sny, wizje, czy nawet spotkania w naturze czy wirtualnym świecie danego zwierzęcia, oznacza, że przybyło do nas zwierzę mocy. Bardzo często są to raczej przekazy symboliczne płynące z naszej jaźni, podświadomości, kody informacyjne dla nas. I jak najbardziej należy się im przyjrzeć, bo mogą nieść ze sobą ważne informacje, pomocne w wewnętrznej pracy i własnym rozwoju. Dlatego dobrze jest obserwować zarówno w jakich okolicznościach, w jakim dla nas czasie, w jakich sytuacjach i w jaki sposób pojawia się dane zwierzę. Jakie wywołuje emocje i skojarzenia. Bo jedno zwierzę w różnych tradycjach i kulturach, może symbolizować zupełnie cos innego. Jeśli komuś zdarzy się doświadczyć pracy z Duchem zwierzęcia, nie powinien zatrzymywać go na siłę, gdy taki Duch chce odejść. Widać swoją rolę już w naszym doświadczeniu wypełnił. Być może w jego miejsce pojawi się inne zwierzę, a może nie. Tu nie ma reguł. W dzisiejszej dobie otwartości na świat i licznych kanałów komunikacyjnych, pewne sprawy straciły nieco na swoim sacrum, a inne nabrały nowych kolorów. Podobnie ma się sprawa z duchami zwierząt. Od czasu książki M. Harnera „Droga szamana”, ruch neoszamański bardzo się rozwinął i rozkwitł. Trudno się też obejść bez jednego choćby zwierzęcia mocy. Dla jednych będzie to mistycznym przeżyciem, zrozumieniem pewnych spraw w swoim życiu, dla innych przygodą, a jeszcze dla innych intratnym biznesem. Bo zwierzę stało się też dobrym towarem handlowym. Toteż możemy dziś wybierać i przebierać w różnych warsztatach, książkach, stronach, itd., z których wiele poświęconych jest właśnie zwierzęciu mocy. Oferuje się, więc ceremonie sprowadzania osobistego zwierzęcia mocy, poznaje się je na warsztatach, lub przeprowadza specjalne rytuały w celu połączenia duszy ze zwierzęciem mocy. Na ile jest to jeszcze szamanizm, czy nawet rozwój osobisty, a na ile wmawianie i naciąganie, to już każdy niech sam oceni. Nie można też generalizować, bo wiele warsztatów czy tego typu ceremonii, jest ciekawym dla własnego rozwoju doświadczeniem, gdzie można zdobyć też sporo wiedzy i umiejętności. Ze swojej strony doradzam by zawsze słuchać głosu serca i samego siebie. To czy dane doświadczenie będzie kontaktem ze zwierzęciem mocy, czy metaforycznym przesłaniem dla nas, tylko my możemy wiedzieć. Ani prowadzący warsztaty, ani nikt inny nie może nam jednoznacznie powiedzieć, czym jest dane doświadczenie. Tylko my możemy to określić. Zwierzęta trafiły też na karciane ilustracje, które niosą za sobą przesłania symboliczne, rady na przyszłość lub wyjaśnienie bieżących spraw. Niektórzy wierzą nawet, że wraz z wyciągniętą kartą poznają już swoje zwierzę, będące częścią duszy. W to ostatnie mnie ciężko jest uwierzyć. Nie mniej symbole karciane wraz z przesłaniem także mogą wspomagać wewnętrzny dialog, więc jeśli ktoś woli takie zwierzęce kody, to czemu nie? Tak czy inaczej warto zwracać uwagę na otaczający nas świat, także ten duchowy i symboliczny.

poniedziałek, 13 października 2014

Yaquitti

Yaquitti siedziała na ganku swego domu wystawiając twarz ku jesiennemu słońcu. Od dobrej chwili słuchała szczebiotu dziewczyny, która zgubiła drogę jadąc na jakieś magiczne warsztaty. Panna, wysiadła z auta zapytać o drogę, lecz tak od słowa do słowa stała oparta o maskę wozu blisko trzeci kwadrans. Miała na sobie luźne, stylizowane etnicznie ciuchy; obwieszony dekolt symbolami z różnych stron świata, których wykonanie zostawiało wiele do życzenia.
- I wie pani, teraz właśnie jest fala łącznika - idealna do odblokowania i zamknięcia za sobą dawnych spraw. A do tego uaktywniła się teraz wilcza energia, więc matka wilczyca poprowadzi ku zmianom. A i księżyc idzie do pełni, więc głupio byłoby przegapić ten moment w rozwoju duchowym. Interesuje się pani rozwojem duchowym? Bo wie pani, świat zmierza już w takim kierunku, że ci, którzy są zniewoleni nie dostąpią oświecenia...
Dziewczyna umilkła dopiero po chwili. Szamanka rzuciła ukradkowe spojrzenie na swego wilka. Potem przeniosła uważne spojrzenie na dziewczynę, która nagle zaczęła nerwowo skubać sznurek jednego ze swych amuletów.
- A może zbyt wiele uzależniasz od czynników zewnętrznych? Pracą nad sobą można zająć się w każdej chwili. Nie trzeba czekać z tym do stosownej fazy księżyca, układu planet, sprzyjającej aury lub daty kalendarza? - Uśmiechnęła się do przybyłej. - Jedź drogą cały czas prosto, przy rozwidleniu będą dwa drogowskazy. Jeden prowadzi donikąd, drugi, do samej ciebie.
Po tych słowach wstała i zniknęła w głębi domu.

Yaquitti

Yaquitti wraz ze znajomą Wiedźmą i swoim Aniołem popijała na ganku aromatyczną kawę z kardamonem. Dzień był jesienny, ale jak na porę roku bardzo ciepły i słoneczny, toteż szamanka z radością delektowała się ulubionym napojem i towarzystwem przyjaciół.
Znad kubka obserwowała Wiedźmę. Wiedziała, ze dziewczynę coś męczy. Znała ten stan. Sama czasem uległa słabości stagnacji czy zwątpienia. A Wiedźma od jakiegoś czasu sprawiała wrażenie, jakby traciła pasję. W końcu spytała o to przyjaciółkę.
- Nie masz czasem wrażenia, że życie jakoś przepływa obok ciebie? - Odpowiedziała pytaniem.
- Czasem. Każdy chyba miewa chwile zwątpienia.
- Ludzie przychodzą do mnie po radę, leki, albo po zaklęcia. Przepływają przez mój dom i idą dalej. Przysyłają kartki z dalekich podróży, opowiadają o przygodach, a ja jestem wciąż w tym samym miejscu i... Zaczynam się czuć nie na miejscu. Daję rady, które urzeczywistniają w życiu, a sobie wskazówki dać nie umiem. - Dokończyła z westchnieniem.
- Bycie drogowskazem nie musi oznaczać stania w miejscu. - Wtrącił Anioł. - Tylko w tobie tkwi przekonanie, że znak na drodze na zawsze jest zakotwiczony na poboczu.
............................................
Grafika: Mariusz Lewandowski "Gwiezdny wędrowiec"
Zdjęcie: Yaquitti wraz ze znajomą Wiedźmą i swoim Aniołem popijała na ganku aromatyczną kawę z kardamonem. Dzień był jesienny, ale jak na porę roku bardzo ciepły i słoneczny, toteż szamanka z radością delektowała się ulubionym napojem i towarzystwem przyjaciół. Znad kubka obserwowała Wiedźmę. Wiedziała, ze dziewczynę coś męczy. Znała ten stan. Sama czasem  uległa słabości stagnacji czy zwątpienia. A Wiedźma od jakiegoś czasu sprawiała wrażenie, jakby traciła pasję. W końcu spytała o to przyjaciółkę. - Nie masz czasem wrażenia, że życie jakoś przepływa obok ciebie? - Odpowiedziała pytaniem. - Czasem. Każdy chyba miewa chwile zwątpienia. - Ludzie przychodzą do mnie po radę, leki, albo po zaklęcia. Przepływają przez mój dom i idą dalej. Przysyłają kartki z dalekich podróży, opowiadają o przygodach, a ja jestem wciąż w tym samym miejscu i... Zaczynam się czuć nie na miejscu. Daję rady, które urzeczywistniają w życiu, a sobie wskazówki dać nie umiem. - Dokończyła z westchnieniem. - Bycie drogowskazem nie musi oznaczać stania w miejscu. - Wtrącił Anioł. - Tylko w tobie tkwi przekonanie, że znak na drodze na zawsze jest zakotwiczony na poboczu. ............................................ Grafika: Mariusz Lewandowski "Gwiezdny wędrowiec"