niedziela, 15 lutego 2015

Głową muru nie przebije

Ostatnio sporo się słyszy tu i ówdzie o blokowaniu osób, nazwijmy je, toksycznych, w swoim otoczeniu. I metod magiczno psychicznych jest wiele. Niektóre mniej inne bardziej skuteczne, warto wybrać coś dla siebie.
U mnie sprawdza się mur.
Zaczęło się niedawno od kogoś, kto w zasadzie bez wyraźnych powodów i przyczyn stał się zbyt obecny w moim życiu. W sumie nawet nie nazwałabym tej osoby toksyczną, bo to dobra i miła osoba, ale coś nam nie zgrało w czasoprzestrzeni. Nie zgrało na tyle, że jej wszechobecność stała się dla mnie drażniąca, irytująca, by nie dodać bardziej dosadnych słów. Było to na tyle męczące przede wszystkim dla mnie, że postanowiłam coś z tym zrobić. I za radą moich bliskich, zbudowałam mur. Mur ma za zadanie odgradzać od konkretnej osoby a nie od całego świata. Powinien też być bariera przede wszystkim mentalną, bo sama wizualizacja ściany między nami a dana osobą, nic nie da. Ale bardzo pomaga. Wizualizacja wznoszenia muru, lub ściany, solidnej, z kamienia lub mocnych cegieł, z jednoczesną pełną świadomością zrywania mentalnych, emocjonalnych i energetycznych więzi z daną osobą, pomaga oddzielić się od takiej osoby. I to w zasadzie cała filozofia budowania muru mentalnego. Trzeba jednak pamiętać, ze taka bariera nieco inaczej wygląda miedzy nami a kimś z kim stykamy się rzadko, albo tylko wirtualnie, a inaczej, gdy dotyczy to kogoś z rodziny lub znajomych, gdzie kontakty praktycznie są wymuszone codziennie (np. w pracy). Wtedy jest trochę trudniej, co nie znaczy, że się nie da.
PO prostu trzeba mur zbudować solidniejszy i co więcej przed każdym spotkaniem z daną osobą nieco go wyremontować i wzmocnić dobrą zaprawą. Taki mur mentalny ma na celu nie tylko odgrodzenie tej osoby od nas, ale nas od tej osoby. Bo zbyt często nasze własne lęki, słabości i stare wzorce, sprawiają, że czyjaś złośliwość, krytyczna uwaga, drażniący nas sposób bycia, ranią nas głęboko. A w skrajnych przypadkach zatruwają nam życie do granic wytrzymałości.
I tu ważna też jest nasza postawa i nasze działanie.
Zbudowaliśmy mur między nami, a osobą toksyczną. Teraz czas na przepracowanie własnych lęków i słabości. Warto zadać sobie pytanie, co takiego sprawia, że słowa, zachowanie, czy sama obecność tej konkretnej osoby, sprawia, że czujemy się źle. Dlaczego podobne słowa w innych ustach potraktujemy, jak np. życzliwą radę, albo puścimy mimo uszu. A z ust tej jednej osoby pozwalamy się zatruwać.
Tu może się okazać, że osoba jest naszym lustrem, które ujawniło nam boleśnie coś, co wypieraliśmy cały czas. Albo jest kimś,  w rodzaju małego kamyczka, który doprowadzi do lawiny dużych zmian. Bo odgrodzenie się murem to początek. To chwila na złapanie oddechu i odtrucie siebie. Dlatego ważne by to był mur mentalny, a nie tylko wizualizacyjny.
Następny krok, to odszukanie własnych lęków, wzorców i przepracowanie ich. Czyli trzeba sobie uświadomić własne słabości, spojrzeć w oczy poczuciu własnej wartości, które niestety ale zbyt często jest zaniżone, zbudować nowe wzorce i… Zwyczajnie mieć w nosie co inni mówią, a tym bardziej co myślą. Nie trzeba być aroganckim, więcej zyska się życzliwością i uśmiechem. Na złośliwość odpowiedzieć podziękowaniem za dobrą radę. I robić swoje, jak dyktuje sumienie, serce czy dusza. Wzmocnić mentalny mur i nie bać się. 

[Szepcząca]

2 komentarze:

  1. Agnieszko, a jak poradzić sobie z bólem, jaki w naszych sercach wyzwalają komentarze najbliższych/ dorosłych dziec na ten przykład/ przecież nie chcę budować muru ani mentalnego ani wizualnego... I pytanko... czy prawdą jest, że kamienie z nad morskiej wody, polne kamienie znoszone do domu pogłębiają "ciężki" los i że należy je zostawiać tam gdzie sobie leżą i pieknie wyglądają. EL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie zauważyłam aby kamienie pogłebiały to.
      A co do dzieci/bliskich, to po prostu trzeba nauczyć się mieć dystans. Z bliskimi to najtrudniejsze, ale trzeba akceptować, ze oni maja prawo do innego widzenia swiata. Warto im pokazać, ze my również. Ale jeśli komentarze są, cieżko będzie to zmienic w nich. Trzeba zmienić w sobie podejscie do tego.

      Usuń