środa, 11 listopada 2015

Przyjdź do mnie ze swoją dzikością

„Biegnąca z wilkami" C. P. Estes to jedna z moich ulubionych książek dla kobiet. Sądzę nawet, że każda z nas, kobiet siebie świadomych, powinna to przeczytać. Ale...
Oczywiście warto zagłębiać się w siebie, poznawać swoje jasne i ciemne strony, poznawać i przełamywać lęki i słabości. Ale na Tao Nienazwane nie po to by czekać niczym królewna w wieży na faceta, który pokona smoki i zasłuży sobie na naszą książęcą rączkę. Bo może się okazać, ze nasz Wilk pokona całe stado smoków, ale nie zauważy Wadery w nas, bo… Jej tam nie będzie. Zamiast tego znajdzie w tej baśniowej wieży zbuntowanego i zdziczałego Kopciuszka, który może i jest świadomy swej kobiecości, ale bardziej dla innych kobiet, z którymi chętniej zatańczy w jakimś księżycowym kręgu, niż stanie się uzupełnieniem Wilka. Taka kobieta waderą wilczego stada nie będzie.
Tymczasem wciąż potykam się o teksty w stylu: mężczyzna musi nas… Tu podstawia się rozumienia, podziwy, szacunki i inne przywileje królowych ula. Ale ciężko znaleźć co musi Kobieta by zasłużyć na swego Dzikiego Mężczyznę, Wilka, Basiora. Mamy wymagania od mężczyzn, ale czego wymagamy od siebie dla nich?
Dlaczego wymagamy, aby Oni się domyślili, rozumieli, odkrywali, ale nie chcemy też poznać ich Dzikiej Natury? Czy naprawdę musimy się dąsać w dniu urodzin, na jego niepamięć zamiast dzień wcześniej przypomnieć mu o tym dniu?
Może, gdy już dzikie kobiety są tak wsłuchane w siebie, czas by wsłuchały się w swoich mężczyzn i ich  męski świat? Zamiast oczekiwać zrozumienia, spróbować zrozumieć tę drugą część Tao?
Ostatnio odkrywam ten dziwny, ale jakże podobnie dziki świat. Świat ról, gdzie wilk i wilczyca stanowią jednolitą podstawę stadnego Tao. Gdzie każdy ma własne role i własną dzikość, ale razem stają się uzupełnieniem. I to odkrywanie jest Dziką Przygodą. Bieganiem z Wilkiem.


I niczym Babilońska Inanna o cedrowych udach, wołam do swego Dzikiego Mężczyzny: „Przyjdź do mnie ze swoją dzikością”. Bo cytując tę swoistą biblię dzikich i świadomych kobiet, „Biegnącą z wilkami” C. P. Estes  „nikogo zatem dzika kobieta nie mogłaby pokochać bardziej, niż mężczyzny, który jej dorówna.” Problem w tym, że zbyt często zachłyśnięte własną kobiecością, nie dostrzegamy, że obok jest ktoś, kto nam dorównuje od dawna. Jest inny, ale jest brakującym puzzlem układanki zwanej Prawem Natury.
Bo związek i harmonia to nie piedestał dla jednego, i klęcznik dla drugiego.
Skoro już budzimy wilczycę w sobie to przyjrzyjmy się jak funkcjonują wilcze stada. Kto i jakie zajmuje w nich pozycje. I co robi wilczyca, gdy obcy wilk szczerzy kły na jej wilka.


No właśnie ostatnio coraz częściej pojawia mi się pewne "ale" w związku z boomem kobiecych, stron, wpisów, blogów, książek, wierszy, kursów i warsztatów, itd opartych o wilcze mądrości tej książki. Owo "ale" dotyczy wrażenia, że zbudzenie w sobie dzikiej kobiety, wilczycy, idzie w kierunku oderwania wilczycy od stada. I mimo, że wiele wilków żyje samotnie, to jednak każdy dąży do założenia stada lub do przyłączenia się do niego. Niestety coraz częściej odnoszę wrażenie, że dzikie kobiety zamiast stawać się bardziej świadome siebie i stada, zapadają się w egzaltację swej kobiecości, odrywając się coraz bardziej nie tylko od stada ale i rozdzierając na dwie części samą istotę Tao. Przy czym oderwany kawałek odrzucają, jako ten, który nie ma zrozumienia.
Tymczasem Wilczyce, Wadery i Dzikie Kobiety nie są w pełni całością, jeśli mają u boku Wilka, Basiora i Dzikiego Mężczyznę. Bez niego są tylko połową Tao.

5 komentarzy:

  1. Jak to się stało, że tu jest wpis?! :o Wróciłaś? :) Bo od ostatniego wpisu trochę minęło.
    I muszę powiedzieć, że z ,,Biegnącą z wilkami" nie miałam styczności (jeszcze xD ), ale rozumiem, co masz na myśli. I zgadzam się.
    A kobiecych miejsc w sieci widziałam mnóstwo. W żadnym nie zostałam na dłużej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko zaglądam, ale czasem zaglądam :)

      Usuń
  2. W przedostatnim zdaniu powinno chyba być: "jeśli NIE mają u boku Wilka".

    Całość super!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zmagam się z tą książką od dobrych paru lat. I rzeczywiście pomaga mi z kobiecością, głównie dlatego, że nie miałam przed oczami pozytywnych wzorców tego, jak kobietą być i jak w sobie kobiecość pielęgnować. Zgadzam się z Tobą, Ago, że robienie wielkiego halo wokół samej siebie jako kobiety nie jest fajnym pomysłem. I że nie po to jest mężczyzna, żeby za nami ganiać.

    Estes pisze w sposób, który mi przywodzi na myśl naukę trzymania swojej wewnętrznej kobiety za rękę w każdej sytuacji życia. Sama też niejednokrotnie wspomina, że archetyp Dzikiej Kobiety jest też dla mężczyzn. Chciałabym zobaczyć książkę, która mówi o spotkaniu z Dzikim Mężczyzną.

    Reakcje na Dziką Kobietę, o których piszesz, przypominają mi sytuację, gdy ktoś zmuszony siłą do diety dorywa się wreszcie do lodów. Nie wsuwa ich dlatego, że ma na nie ochotę, tylko dlatego, że wcześniej tego zabraniano. Może to subtelny znak od wszechświata, że znalezienie źródła naszej niedoli nie powoduje, że nagle będziemy jak Dzika Kobieta. To tylko otwarcie drogi, którą też trzeba pójść. Swoista inicjacja w to, jaką kobietą się będzie.

    Osobiście chcę, jak dorosnę (choć trochę), być kobietą silną, spokojną i otwartą na wszechświat. Która będzie patrzeć na ludzi na zasadzie partnerskiej. Wdzięczną za to, że chociaż nikt nic nie musi, pewni ludzie robią w swoim życiu miejsce dla mnie. I wdzięczną, jeśli Bogowie dadzą, za mężczyznę, który zdecyduje się ze mną przez to życie iść. Bo nie musi, ludzie dobrze sobie radzą jako single, ale jednak wybierze mnie.

    OdpowiedzUsuń