Baśń o jodłach, które się dzieliły imieniem.



Ta historia zdarzyła się dawno temu, a możne tylko matki opowiadały ją dzieciom w mroźne zimowe noce, tego dziś nikt już nie wie. Wiadomo jednak, że działo się to w pewnym górskim kraju, gdzie ludzie i drzewa tworzyli braterskie więzi. Zwłaszcza pełne gracji, majestatyczne jodły, zawiązywały swoje losy z mieszkańcami gór.
W jednej z małych osad, jakich wiele usianych było na górskich zboczach, bogowie w jednym czasie pobłogosławili potomstwem dwie rodziny. Zgodnie z obowiązującym zwyczajem, przy pierwszym pełnym Księżycu, po narodzinach dzieci, ich ojcowie wraz z miejscowym szamanem wyszli do lasu odszukać małe drzewko i związać z nim nowo narodzonych.
Nie uszli daleko od osady gdy ujrzeli na polanie dwie małe jodełki. Samosiejki wyrosły bardzo blisko siebie, zdawały się być silne i zdrowe, a to wróżyło pomyślność dzieciom. Toteż szczęśliwi ojcowie naznaczyli te właśnie drzewa imionami swoich dzieci. Tym samym złączyli ich los z losem drzewa, a duchy jodełek uczynili opiekunami swoich latorośli.


Szaman intonował pieśni mocy, zatańczył z duchami lasu, a gdy otworzył oczy powiedział.
- Znam już imiona drzew, które związaliście ze swoimi dziećmi. Imiona te nadacie swoim dzieciom. Od tej chwili chłopca wołać będziecie Gunari, a dziewczynkę Drina. Duchy tych jodeł prowadzić ich będą, a gdy czas nadejdzie przejdą do Kraju Przodków przez Jodłową Bramę.
Lata płynęły, Gunari i Drina rośli zdrowi, a małe jodełki powoli wzrastały w duże, majestatyczne jodły.
Ich ojcowie ani się obejrzeli, a ich pociechy weszły w wiek dojrzałości. Gunari coraz częściej spoglądał na Drinę z nowym błyskiem w oku, a ona, choć znała go od dziecka, nagle oblewała się rumieńcem.
Nie było też dla nikogo zaskoczeniem, gdy po letnim przesileniu Gunari poszedł z darami do ojca Driny. Do późnej nocy przepijali przyniesione w darze miód i wino, a rankiem ogłosili w osadzie, że z pierwszym Księżycem po żniwach Gunari weźmie Drinę do swego domu.
Młodzi jeszcze tego samego dnia pobiegli z tą nowiną do swoich jodeł. W ich cieniu Gunari wyznawał uczucia Drinie, kradnąc jej pocałunki, ona zaś zapewniała go o swej wzajemności. I biorąc na świadków jodły ślubowali sobie dozgonną miłość aż po grób, wierność i wzajemną pomoc. Prosili też swoje opiekuńcze duchy by strzegły ich ślubowania przed złymi urokami i siłami mroku.
Los jednak często krętymi ścieżkami chadza. Nim jeszcze zaczęto żniwa, górską krainę najechali ludzie z nizin. Niewiele o górach wiedzieli, prócz tego, że pod nimi bogactw jest wiele. Klejnoty, które rodzą się z ziemi głęboko w łonie gór, a które rodzą się wiosną i spływają górskimi potokami, cenione były w całym świecie. Drzewa proste i smukłe, metale drogocenne, zwierzęta w piękne futra odziane, też wielu mogły skusić. I skusiły władcę z nizin, który po przodkach odziedziczył ziemie już jałowe. Bo gdy ludzie przestają słuchać Duchów Ziemi, na której żyją i z mądrości przodków czerpać, wtedy Ziemia niszczeje. A na nizinach zapomniano mowy Matki Ziemi, lasy wycięto, pola i łąki wyjałowiono, zwierzęta wybito. Ludziom głód w oczy zaczął zaglądać, lecz zamiast znów się otworzyć na mądrość Duchów zwrócili oczy ku innym krainom, żyznym i bogatym.
Tak właśnie władcy nizin stopniowo podbijali sąsiednie krainy aż zawędrowali pod góry. I chciwość ich serca na dobre pochłonęła.
Teraz na czele wielkiej armii stał władca nie młody, choć już nie stary, owładnięty ideą stworzenia królestwa potężnego pod swoimi rządami, z którego zyski będzie czerpał.
Ale ludzie gór przez surowość klimatu ukształtowani byli i nie myśleli oddawać na zniszczenie swej ziemi najeźdźcy. Toteż wszyscy mężowie zdolni udźwignąć w dłoni miecz lub topór, widły lub kosy ruszyli pod wodzą swego króla bronić tego co kochają.
Między nimi był też Gunari, zbrojny w tarczę z dębowego drewna i topór, który jeszcze jego dziad kowal zrobił.
Długo się z Driną i jodłami żegnał, długo w ramionach narzeczoną trzymał i pocałunkami hojnie obdarowywał. Ona zaś łzy na wodze trzymała, ale tuliła ukochanego równie mocno, i błogosławiła mu by do domu szczęśliwie wrócił. Na koniec dała mu amulet z jodłowego drzewa by od zła go chronił i udarła dwa kawałki swej sukni. Jeden Gunariemu na nadgarstku przewiązała by pamiętał o co walczyć idzie, drugi na jodle, jego imienniczce by ta go w boju chroniła i wieści z pola bitwy przynosiła.
O świcie Gunari wyjechał. Drina zaś każdego dnia do jodeł biegła i myśli pocieszające do ukochanego słała.
Mijał miesiąc za miesiącem, czas żniw minął i nadszedł czas innego żniwiarza, który Ziemię usypia i mroczne duchy na świat wypuszcza. Drina nie zważając na zimno i pierwsze śniegi wciąż do jodeł chodziła. Dotykała czule kory i igły pieściła, ukradkiem całując gałązki gunariowego drzewa.
Wieści ze świata późno tu dochodziły, ale gdy zbliżał się czas zimowego przesilenia, mężczyźni powoli wracali do domu. Obronili swe ziemie, a władca nizin zginął w walce u podnóża gór. Teraz część ludzi do rodzin wracała, część jeszcze w lasach niedobitki wrogów ścigała. W jednych domach weselono się witając mężów i synów, w innych smutek gościł, gdyż nie każdy z wojny wrócił. Wielu też wróciło z ranami, które nigdy zagoić się nie miały, lub tylko po to by umrzeć blisko swoich jodeł imienniczek.
Pewnej nocy, a było to w czasie Wilczej Pełni, Drinę dręczyły złe sny. Widziała jak Gunari wyczerpany wojną do domu, do niej wracał, przez las wędrując najkrótszą drogą. I nagle z za skały zbłąkana strzała wroga wystrzeliła i trafiła młodego wojownika. Zerwała się dziewczyna snem przestraszona i zarzuciwszy tylko płaszcz futrzany wprost do jodeł pobiegła. A gdy już na polanie była strach wielki ją zdjął, gdyż jodła Gunariego pień głęboko skaleczony miała i żywiczną posoką ociekała. Wokół też było coraz więcej pożółkłych igieł, które jak nigdy wcześniej sypały się z drzewa.
Drina jednak nie darmo była córką Gór. Zaraz urwała kawał swej koszuli i ranę drzewa obwiązała. A szeptała przy tym magiczne zaklęcia, które tylko kobiety znają, a które od samej Matki Ziemi poznały.
Toteż prośby i zaklęcia Driny zaraz usłyszały dzieci z ziemi zrodzone. Wilki i Jelenie bratersko w las pognały Gunariego szukać, a jodły szeptały po górach zaklęcia ochronne by mu w cierpieniu ulżyć. Drina zaś ducha swej jodły prosiła by narzeczonego odszukał. Ona sama balsamy na zranioną jodłę kładła, opatrunki zmieniała i pielęgnowała, jakby to sam Gunrai tam był.
Młodzieniec rzeczywiście w drodze do domu ranę poważną otrzymał. Noc nieprzytomny w śniegu przeleżał, ale dzięki zaklęciom Driny, ogrzewał go jeleń i porożem swym bronił. Rankiem Gunari zbudził się, czuł kojący zapach żywicznych balsamów, takie jak robiły kobiety z jego osady. Po strzale ślad nie został, rana też dość szybko się goiła. Miał już siłę by ogień rozpalić i się ogrzać. Wilk upolował dla niego leśnego królika, toteż Gunari zdołał się też posilić. Słyszał też szepty jodeł, które zaklęcia Driny niosły. Uśmiechnął się więc do drzew, podziękował zwierzętom i obiecał ofiary Duchom, gdy do domu wróci.
Ciężka to była droga, pośród śniegów i mrozu, z raną po strzale. Lecz Gunari miał światło nadziei w sercu i wiarę w miłość Driny i siłę jodły, z którą go ojciec związał. Toteż po kilku tygodniach wędrówki, wspierany przez wilki i jelenie, dotarł w pobliże osady. Sił mu starczyło na tyle by dojść do jodeł. Tam go też wyczerpanego znalazła Drina.
Pod jej czułą opieką Gunari szybko do zdrowia wrócił. Tak jak obiecał złożył Duchom ofiary przy jodłach, a w czas letniego przesilenia wziął Drinę za żonę. U ojca i dziadka, którzy szczęściem też z wojny wrócili, kowalskiego rzemiosła się zaczął uczyć, więc w ich domu Nidy chleba i ciepła nie zabrakło. A rok po tym, jak wszystkich ludzi z nizin przepędzono z górskich lasów, Drina i Gunari zostali szczęśliwymi rodzicami. Ich pierworodny syn od silnej jodły otrzymał imię Ion i jak jego rodzice z drzewami gór swój los związał.
Drina i Gunari czas wolny od pracy najchętniej w cieniu swoich jodeł spędzali. Tam też poczęły się wszystkie ich dzieci. Tam też oboje w jednym czasie zasnęli, gdy ich czas nadszedł i przez jodłową bramę przeszli do Kraju Przodków.
Do dziś wędrując przez góry można natknąć się na dwie rozłożyste jodły strzegące wspólnej mogiły. Jedno z drzew ma bliznę na swej korze.

Komentarze